Kto zatruł Wartę w Poznaniu? Pytanie wraca jak bumerang i choć służby oraz prokuratura wiedzą jaka firma odpowiada za wpuszczenie do wody toksycznych substancji, nie chcą tego ujawnić. W najbliższych dniach rozpocznie się ponowne zarybianie rzeki a śledztwo - choć od katastrofy ekologicznej mija rok - nadal się toczy.

Warta na północ od mostu Lecha to wciąż biologiczna pustynia. Ryb w wodzie właściwie nie ma. Jednak już wkrótce dzięki inicjatywie Fundacji Ratuj Ryby i Polskiego Związku Wędkarstwa ruszy akcja zarybiania rzeki.

Pierwsze wypuszczanie ryb z takich pojemników planowano już pod koniec października ale okazało się to niemożliwe. Narybek ma jeszcze kwarantannę , dlatego nowy termin zarybiania ustalono na połowę listopada.

Fundacja na tę akcje zbierała pieniądze przez pół roku.Sto tysięcy dotacji dołoży też Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska. Ryby wpuszczane do rzeki będą mierzyły zaledwie kilka centymetrów ale będą już na tyle dojrzałe by same mogły zdobywać pożywienie.

Wiadomo że toksyczne ścieki dostały się do Warty w tym rejonie Poznania - już w pierwszych tygodniach po skażeniu - inspektorzy środowiska dotarli do firmy z której terenu wypłynęła trucizna. Już wtedy prawnicy firmy grozili pracownikom Inspektoratu w pismach procesami jeśli ujawnią nazwę zakładu Inspektorat przekazał sprawę prokuraturze - ta po kilku miesiącach i licznych ekspertyzach postawiła zarzuty czterem pracownikom firmy, której nazwy nawet prokuratorzy nie chcą ujawnić.

Prokuratura zapewnia, że nie dąży do umorzenia śledztwa a wręcz przeciwnie - zamawia kolejne ekspertyzy by odpowiedzieć na pytanie czy to ktoś z zarządu odpowiada za szereg zdarzeń, na końcu których był wyciek trucizny do rzeki. Obrońcy rzeki i wędkarze są już tym zniecierpliwieni. Pozostaje liczyć na to, że sprawiedliwość choć nierychliwa w końcu dopadnie tych, którzy zatruli rzekę.


OBEJRZYJ CAŁY TELESKOP, 25.10.2016, GODZ. 18:30