To historia, którą trudno zrozumieć i jeszcze trudniej wytłumaczyć. Ukrainka pracująca w jednym z podpoznańskich zakładów dostała udaru mózgu. Szef firmy nie kazał wzywać karetki tylko sam postanowił zawieźć kobietę do szpitala. Ostatecznie wysadził ją... na przystanku autobusowym. Sprawę bada już policja, prokuratura i Państwowa Inspekcja Pracy.

Natalia Kazanczyna i jej siostra Oksana przyjechały do Polski do pracy, to miała być ich ziemia obiecana. Stało się zupełnie inaczej. Siostry pracowały w tym zakładzie zajmującym się przetwórstwem warzyw. Młodsza z nich w trakcie pracy źle się poczuła. Jak mówi Natalia Kazanczyna, wtedy pojawił się szef firmy, który nie kazał wzywać pogotowia.

Właściciel firmy pojechał swoim samochodem z kobietami w kierunku Środy Wielkopolskiej Ostatecznie mężczyzna wysadził kobiety na przystanku autobusowym. Miał zaproponować, że wezwie pomoc ale kobiety nie mają się przyznawać do znajomości z nim Zdaniem lekarza Jacka Górnego pierwsza godzina po udarze jest decydująca dlatego też nazywana jest złotą godziną.

Sprawę nieracjonalnego zachowania mężczyzny bada już policja i prokuratura. Dla śledczych kluczowe będzie ustalenie czy nie udzielenie pomocy kobiecie wpłynęło na jej stan zdrowia. Swoją kontrolę w zakładzie prowadzi też Państwowa Inspekcja Pracy Natalia Kazanczyna została zwolniona. Szef miał jej powiedzieć, że nie jest już potrzebna. W firmie nikt nie chciał dziś sprawy komentować. Oksana w tej chwili przebywa na oddziale udarowym szpitala MSWiA. Jest w ciężkim stanie.


OBEJRZYJ CAŁY TELESKOP, 13.02.2018, GODZ. 18:30