Nowoczesny samochód bojowy za pół miliona złotych od roku stoi nieużywany w garażu Ochotniczej Straży Pożarnej w Suchym Lesie pod Poznaniem. Nie można go używać w strażackich akcjach, bo auto nie ma homologacji. Druhowie uważają jednak, że wcale mieć jej musi, a brak zgody na używanie wozu to - ich zdaniem - zwykła nieuprzejmość straży zawodowej.

Ten nowy nabytek strażaków ochotników z Suchego Lasu jeździ, ale na razie tylko po podwórku przed remizą. Mimo, że auto kosztowało prawie pół miliona złotych, ani razu nie wyjechało na akcję. Chodzi o to, że auto nie ma odpowiedniego certyfikatu czy też inaczej mówiąc świadectwa dopuszczenia, a tego wymagają przepisy pożarnicze, ale dopiero po jego zakupie wójt gminy Suchy Las sprawdza czy taki certyfikat jest rzeczywiście potrzebny.

Pytanie czy nie warto było tego sprawdzić jeszcze przed zakupem. Teraz pół miliona wydano, a wóz bez wymaganego certyfikatu nie może wyjechać na akcje. Tu pojawia się kolejny problem, bo druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej w Suchym Lesie postanowili wystąpić z Krajowego Systemu Ratowniczo - Gaśniczego. Ma to być protest bo ochotnicy uważają, że taki certyfikat jest niepotrzebny. Z pisma z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji jednak jasno wynika, że ten pojazd powinien mieć wymagane certyfikaty.

Potwierdzają to poznańscy strażacy - mówiąc, że tylko działanie zgodnie z przepisami zapewnia strażakom najwyższy poziom bezpieczeństwa i działania podczas akcji ratunkowej. Wóz za pół miliona jest - certyfikatu nie ma, i na akcje ratującą życie nie pojedzie - chyba że na gminną defiladę. Cały czas pozostaje problem do rozwiązania- i jak tu nie rzec mądry Polak po szkodzie...


OBEJRZYJ CAŁY TELESKOP, 26.03.2018, GODZ. 18:30