Są zarzuty dla osiemnastolatka, podejrzanego o spowodowanie wypadku w Swarzędzu pod Poznaniem. Pijany kierowca stracił panowanie nad autem, samochód wpadł w barierki i zapalił się. Osobówką jechało osiem osób, w tym jedna, która zginęła na miejscu - podróżowała w bagażniku. Kierowca przyznał się do winy i decyzją sądu najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie.

Dopiero po niemal 3 godzinach Filip B. został wyprowadzony z prokuratury. Śledczy postawili 18-letniemu kierowcy zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku i jazdy pod wpływem alkoholu, za co grozi mu do 8 lat więzienia. Mężczyzna przyznał się do winy. Decyzją sądu 18-latek na 3 miesiące trafił do aresztu. Na tym etapie śledczy nie ujawniają szczegółów jego zeznań. Nie wiadomo więc w jaki sposób młody kierowca tłumaczył okoliczności tragicznego wypadku, do którego doszło w Swarzędzu niedaleko Poznania w nocy z piątku na sobotę.

Na drodze krajowej numer 92 rozpędzone BMW wypadło z trasy i uderzyło w barierki. Samochód stanął w ogniu. W pięcioosobowym samochodzie podróżowało 8 osób. Jedna z nich - w bagażniku. Dopiero sekcja zwłok wyjaśni jednak, co było bezpośrednią przyczyną jego zgonu. Prowadzący pojazd 18-latek nie miał prawa jazdy, a w wydychanym powietrzu miał prawie promil alkoholu. 6 pozostałych pasażerów auta ma zostać przesłuchanych w najbliższym czasie w charakterze świadków.


OBEJRZYJ CAŁY TELESKOP, 19.11.2017, GODZ. 18:30