O Boga, za Wolność, Prawo i Chleb o to upomnieli się poznaniacy, którzy 62 lata temu wyszli na ulice. W odpowiedzi władza ludowa skierowała na nich czołgi. Zginęło co najmniej 57 osób. Wydarzenia te przeszły do historii pod nazwą Poznańskiego Czerwca.

6 rano, wtedy się zaczęło. Dziś w tym miejscu złożono i zapalono znicze. Zawyły syreny o godzinie, gdy 62 lata temu rozpoczynałaby pracę kolejna zmiana w Zakładach Przemysłu Metalowego im. Stalina. Prowadzone od jakiegoś czasu rozmowy z władzą, dotyczące szans na poprawę warunków życia, pogarszanych ciągle przez doliczane niesprawiedliwie podatki, albo obcinanie premii przez powiększanie norm pracy, utknęły w martwym punkcie. Komunistyczny ucisk, aresztowania, bezprawie, walka z Kościołem, internowanie Prymasa, prześladowanie akowców, ideologiczna szczucie. Kropla przelała czarę, lawina ruszyła. Strajki ogarnęły największe zakłady miasta. Do protestujących przyłączała się młodzież i studenci. Wielu miało nie dożyć wieczora, jak trzech studentów politechniki, upamiętnionych tablicą na placu Marii Curie Skłodowskiej. Tu również złożono kwiaty i oddano hołd.

W Zamku mieściło się Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, a w dzisiejszym Collegium Historicum Komitet Wojewódzki Partii. Tutaj protest przybrał masowe rozmiary i powszechny charakter. Zebrało się o 100 tysięcy ludzi, ponad jedna czwarta ówczesnej ludności Poznania. Władze okazały bierność wobec protestujących. Stu tysięcy upokarzanych przez całe lata ludzi nie da się tak po prostu zbyć. Zdobyto budynki Miejskiej Rady Narodowej i Dom Partii, na budynku ZUSu zniszczono aparaturę zagłuszającą zachodnie radiostacje.
Pod wpływem plotki o aresztowaniu delegacji robotniczej, część protestujących ruszyła na więzienie przy ulicy Młyńskiej, część na znienawidzony Urząd Bezpieczeństwa Publicznego przy Kochanowskiego. Tam padły strzały. Rozgorzała walka, chociaż pierwotnie starano się uniknąć konfrontacji siłowej. Na Młyńskiej w ręce protestujących wpadła broń. Komuniści rzucili na Poznań regularne wojsko: dwie dywizje pancerne i dwie dywizje piechoty. Prawie tysiąc żołnierzy, 360 czołgów, a nawet zapewne z rozpędu 6 dział przeciwlotniczych. Po 11 latach czołgi powróciły na ulice Poznania. Około 60 zabitych, setki rannych.

Sam fakt, że to nie kto inny, ale prawdziwi robotnicy występowali przeciwko rządom partii, robotniczej z nazwy, był dla nich poważnym problemem. Tamte dni, od 28 do 30 czerwca zapisały się żywo w pamięci poznaniaków. Tym bardziej, że rok 1956 był tylko początkiem tego, miało wybuchać w Polsce w kolejnych dekadach, kiedy testament niepodległościowy podejmowały kolejne pokolenia. Walki o Boga, za wolność, prawo i chleb.

Wydarzenia marca 1968 roku, masakra na wybrzeżu 1970 rok, strajki w 1976, rozbłysk Solidarności w 1980 roku, a potem noc stanu wojennego w 1981 roku. Te daty też znalazły się na pomniku Poznańskiego Czerwca- dwóch krzyżach splecionych na znak jedności. To, co stało się w Poznaniu 62 lata temu, miało swoje konsekwencje. Zabici, ranni, represjonowani, złamane życiorysy, osierocone rodziny i trauma bratobójczej walki. Przekroczona została pewna granica i komuniści, choć zwycięscy, musieli złagodzić. Kilka miesięcy później rozpoczęła się tak zwana odwilż październikowa wycofano się ze stalinowskiej wersji komunizmu, zrezygnowano z planów kolektywizacji rolnictwa, zwolniono z internowania prymasa Stefana Wyszyńskiego. Poznań dał dowód odpowiedzialności za wspólne dobro. Odpowiedzialności tym większej, że okupionej ofiarą własnego, indywidualnego dobra.

Poznański Czerwiec był też zobowiązaniem do dbałości o dobrą, uczciwą pracę. Choć wiele się zmieniło, to to zobowiązanie nie traci na aktualności. Rok 1956 nie przyniósł rozstrzygnięcia. Komunizm miał trwać jeszcze ponad 30 lat. Jednak w czerwcu 1956 roku zdano sobie sprawę, że nieuchronnie musi upaść, i że strach to nie wszystko. I ta wiara nie była daremna.